Spojrzałem w oczy Rose.
- To stado to moja rodzina.- powiedziałem powoli i szczerze. Klacz uśmiechnęła się.
- Dobrze, że tak myślisz. - odparła. Spojrzałem w niebo. A może jednak Rose ma racje? Zebrałem resztki odwagi w sobie. Szybko powiedziałem.
- Mam noworoczne postanowienie. - rzekłem do klaczy.
- Jakie? - zaciekawiła się. - Myślałam, że nie lubisz postanowień i nie masz
- Dobrze myślałaś. - weschnąłem. Teraz albo nigdy. -I zmieniłem zdanie. Te jest szczególne. Chcę odnaleźć rodzinę przed końcem stycznia.
< Rose, CD c: >
niedziela, 5 stycznia 2014
Od Movglith
A więc słuchając Sonaty Księżycowej Ludwika van Beethovena piszę opowiadanie xD
_________________________________________________
Była noc. Blady, okrągły księżyc świecił jasno i słabo. Trawy delikatnie szumiały poddając się kołyszącemu je wiatrowi. W oddali widać było jezioro. Księżyc odbijał się od jego pomarszczonej tafli, a obraz kołysał się jak łódka. Leżałam koło Felixa. Spał, ale ja nie mogłam zasnąć. Dla mnie było jeszcze wcześnie i nie byłam w ogóle zmęczona. Mrugałam powoli powiekami. Nagle przede mną przebiegł jakiś koń. Pędził szybko, mocno uderzając kopytami o ziemię. Zbytnio mnie to nie zdziwiło. No tak, galopujący koń w środku nocy. Uniosłam głowę i popatrzyłam na Felixa. Spał dalej. Próbowałam zasnąć, ale dalej nie mogłam. Słyszałam wiatr, który rozrzucał różne rzeczy, jakby torował sobie drogę. W oddali dostrzegłam kilka koni. Ospale, jakby obudzone z głębokiego snu, pokazywały coś i rozmawiały. Może ten koń tam pobiegł i je obudził? Trochę bliżej zobaczyłam innego konia. Czułam, że mnie obserwuje. Przez ciemność nie dało się określić nawet koloru jego maści, a tym bardziej kim jest. Wstałam. Zrozumiał, że go zobaczyłam i pognał w drugą stronę. Nie przejęłam się nim wcale. Powoli ruszyłam nad jezioro. Te konie, które wcześniej widziałam teraz spały na trawie. Podniosłam głowę wysoko i popatrzyłam w niebo. Było piękne. Mnóstwo gwiazd- większych i mniejszych, jaśniejszych i takich, które święcą słabiej. Widoku nie przysłaniała ani jedna mała chmurka. Położyłam się. Chyba zasnęłam. Kiedy się obudziłam dalej była noc. Zerwałam się i jak najciszej pobiegłam do Felixa. Ułożyłam się tam gdzie wcześniej i zasnęłam.
CDN
_________________________________________________
Była noc. Blady, okrągły księżyc świecił jasno i słabo. Trawy delikatnie szumiały poddając się kołyszącemu je wiatrowi. W oddali widać było jezioro. Księżyc odbijał się od jego pomarszczonej tafli, a obraz kołysał się jak łódka. Leżałam koło Felixa. Spał, ale ja nie mogłam zasnąć. Dla mnie było jeszcze wcześnie i nie byłam w ogóle zmęczona. Mrugałam powoli powiekami. Nagle przede mną przebiegł jakiś koń. Pędził szybko, mocno uderzając kopytami o ziemię. Zbytnio mnie to nie zdziwiło. No tak, galopujący koń w środku nocy. Uniosłam głowę i popatrzyłam na Felixa. Spał dalej. Próbowałam zasnąć, ale dalej nie mogłam. Słyszałam wiatr, który rozrzucał różne rzeczy, jakby torował sobie drogę. W oddali dostrzegłam kilka koni. Ospale, jakby obudzone z głębokiego snu, pokazywały coś i rozmawiały. Może ten koń tam pobiegł i je obudził? Trochę bliżej zobaczyłam innego konia. Czułam, że mnie obserwuje. Przez ciemność nie dało się określić nawet koloru jego maści, a tym bardziej kim jest. Wstałam. Zrozumiał, że go zobaczyłam i pognał w drugą stronę. Nie przejęłam się nim wcale. Powoli ruszyłam nad jezioro. Te konie, które wcześniej widziałam teraz spały na trawie. Podniosłam głowę wysoko i popatrzyłam w niebo. Było piękne. Mnóstwo gwiazd- większych i mniejszych, jaśniejszych i takich, które święcą słabiej. Widoku nie przysłaniała ani jedna mała chmurka. Położyłam się. Chyba zasnęłam. Kiedy się obudziłam dalej była noc. Zerwałam się i jak najciszej pobiegłam do Felixa. Ułożyłam się tam gdzie wcześniej i zasnęłam.
CDN
piątek, 3 stycznia 2014
Od Rafaello - C.D. historii La Petite Robe Noire
Wiedziałem, że tak będzie. Czułem się, jakby ze mną zerwano. Z La Petite nie widziałem się w sumie od kilku miesięcy. Przestawałem do niej coś czuć. Kochałem ją, jednak z każdym dniem coraz słabiej. Pamiętałem wyraźnie jej pysk, ale każdej nocy coraz bardziej oddalał się. Kiedy teraz ją ujrzałem, skakałem z radości. Może nie zewnętrznie, ale wewnętrznie bardzo.
Przytuliłem się do klaczy, wciąż nic nie mówiąc. Do czasu...
- Przepraszam, ale kiedy wrócisz, mnie może już nie być - spojrzałem jej głęboko w piękne oczy. - Jesteśmy tutaj, ale przez jak długi czas? Zobacz, staramy się, lecz wszystko znowu rozwala się.
Spuściła głowę, po czym podniosła ją. Nie było w tym ruchu ani energii ani zmysłowości.
- J-jak to?... Gdzie będziesz?
Spojrzałem na Rose, przysłuchującej się rozmowie z niedaleka. Nie miałem jej tego za złe, nie miałem nic do ukrycia. Byłem zły na siebie.
- Niedługo wszyscy rozejdziemy się. Ale wierzę, że spotkamy. Pamiętasz, jak byliśmy szczęśliwą parą? To nie może się tak łatwo skończyć.
Ale kończy, pomyślałem smutnie. W tej samej chwili wyobraziłem sobie, jak całuję Małą Czarną w gęstej trawie, w wiosenny poranek... Z zadumań wyrwał mnie potężny, zimny podmuch wiatru.
- Niedługo będę musiała iść. Jestem tu gościnnie.
- Ale ty zawsze pozostaniesz w moim sercu... - wyszeptałem, gdy odchodziła swym wolnym, równym krokiem.
Rzuciliśmy głośne "żegnaj!" niemal w tym samym czasie. Ja miałem łzy w oczach. Nie zapytałem nawet, czemu? Nowe tereny SBR Deluxe były nam znane od jakiegoś czasu. Z tego wodospadu spijaliśmy razem wodę. Pojawiła się tak szybko jak teraz zniknęła. To bolało. Moją matkę także coś trapiło. Wyglądała tak, jakby miała skoczyć z klifu. Razem patrzyliśmy w niebo przez najbliższe 5 minut, po czym pobiegłem niezadowolony. Gdziekolwiek, by się zmęczyć i zastąpić czymś tą pustkę...
Przytuliłem się do klaczy, wciąż nic nie mówiąc. Do czasu...
- Przepraszam, ale kiedy wrócisz, mnie może już nie być - spojrzałem jej głęboko w piękne oczy. - Jesteśmy tutaj, ale przez jak długi czas? Zobacz, staramy się, lecz wszystko znowu rozwala się.
Spuściła głowę, po czym podniosła ją. Nie było w tym ruchu ani energii ani zmysłowości.
- J-jak to?... Gdzie będziesz?
Spojrzałem na Rose, przysłuchującej się rozmowie z niedaleka. Nie miałem jej tego za złe, nie miałem nic do ukrycia. Byłem zły na siebie.
- Niedługo wszyscy rozejdziemy się. Ale wierzę, że spotkamy. Pamiętasz, jak byliśmy szczęśliwą parą? To nie może się tak łatwo skończyć.
Ale kończy, pomyślałem smutnie. W tej samej chwili wyobraziłem sobie, jak całuję Małą Czarną w gęstej trawie, w wiosenny poranek... Z zadumań wyrwał mnie potężny, zimny podmuch wiatru.
- Niedługo będę musiała iść. Jestem tu gościnnie.
- Ale ty zawsze pozostaniesz w moim sercu... - wyszeptałem, gdy odchodziła swym wolnym, równym krokiem.
Rzuciliśmy głośne "żegnaj!" niemal w tym samym czasie. Ja miałem łzy w oczach. Nie zapytałem nawet, czemu? Nowe tereny SBR Deluxe były nam znane od jakiegoś czasu. Z tego wodospadu spijaliśmy razem wodę. Pojawiła się tak szybko jak teraz zniknęła. To bolało. Moją matkę także coś trapiło. Wyglądała tak, jakby miała skoczyć z klifu. Razem patrzyliśmy w niebo przez najbliższe 5 minut, po czym pobiegłem niezadowolony. Gdziekolwiek, by się zmęczyć i zastąpić czymś tą pustkę...
Gościnnie od La Petite Robe Noire
To był zwykły dzień. To znaczy, zwykły, o ile zwykły może być po stworzeniu końskiej elity pt.Deluxe. Lekko włóczyłam nogami po śniegu zostawiając ślady w białym, miękkim puchu. z daleka usłyszałam rżenie jakiegoś konia. Minęłam obojętnie Alfy i skierowałam się powoli do Wodospadu. Pamiętam, jak jeszcze rok temu byłam tutaj z Rafaello. I jak nagle wpadły do nas Alfy. Uśmiechnęłam się na myśl o tych wszystkich dobrych,starych chwilach. Łza lekko spłynęła mi z oka. Potrząsnęłam głową ze wzruszeniem i zrezygnowaniem. Pochyliłam głowę i sucha przeszłam do wewnętrznej góry we wnętrzu góry pod wodospadem. Lekko się położyłam i przymknęłam oczy.
-To tutaj jesteś?- usłyszałam znajomy głos i odpowiedziałam nie obracając głowy: Tak. Mieliśmy te same wspomnienia związane z tym miejscem. Ale to było tak dawno i nigdy nie wróci... Podnoszę się na chwilę z ziemi i patrzę na Rafaella: Muszę ci coś powiedzieć. Ja.....ja odchodzę. Cisza. Rafaello próbuje się otrząsnąć, udaje, że nie słyszy. Stukam kopytem o twardą ziemię. Odwraca ode mnie wzrok. Wiem, że to dla niego trudna decyzja i nie wiem, co się stanie.
- Ja....Rafaello...mam tylko jedną prośbę...obiecaj mi,że jak wrócę na wiosnę, to wróci również Stado Białej Róży razem ze swoją doskonałością. Proszę. Obiecaj.
Ogier spojrzał na mnie po raz pierwszy od kilku minut. Łamię się z moją decyzją, jednak wiem, że jest konieczna.
Rafaello? Tak, to prawda.
-To tutaj jesteś?- usłyszałam znajomy głos i odpowiedziałam nie obracając głowy: Tak. Mieliśmy te same wspomnienia związane z tym miejscem. Ale to było tak dawno i nigdy nie wróci... Podnoszę się na chwilę z ziemi i patrzę na Rafaella: Muszę ci coś powiedzieć. Ja.....ja odchodzę. Cisza. Rafaello próbuje się otrząsnąć, udaje, że nie słyszy. Stukam kopytem o twardą ziemię. Odwraca ode mnie wzrok. Wiem, że to dla niego trudna decyzja i nie wiem, co się stanie.
- Ja....Rafaello...mam tylko jedną prośbę...obiecaj mi,że jak wrócę na wiosnę, to wróci również Stado Białej Róży razem ze swoją doskonałością. Proszę. Obiecaj.
Ogier spojrzał na mnie po raz pierwszy od kilku minut. Łamię się z moją decyzją, jednak wiem, że jest konieczna.
Rafaello? Tak, to prawda.
Od Psotnika - C.D. historii Sashy
Gdy Sasha podniosła mnie na duchu poszliśmy tańczyć. Było całkiem fajnie, ale nadal myślałem o Dekadzie. W pewnym momęcie gdy mnie zamurowało Sasha powiedziała:
-Ej, Psotnik co się dzieje? Ja sie ocieknąłem i wykrzyczałem
- Bo żyje sie raz!
I pogalopowałem przed siebie. Gdy popatrzyłem w tył na Sashe ona zaczeła się śmiać. Popędziłem przed siebie nie zważając na nic. Nagle w kogoś uderzyłem.
- O jeju, przepraszam cie strasznie, nie chciałem, na serio sorki. - I Zobaczyłem że to była Rose. O Jejciu tak wpaść na Alfe? O ooł.. to już chyba po mnie. Przestraszyłem sie co powie Rose. Wstaliśmy z ziemi. Rose popatrzyła na mnie i powiedziała:
(Rose? (; )
-Ej, Psotnik co się dzieje? Ja sie ocieknąłem i wykrzyczałem
- Bo żyje sie raz!
I pogalopowałem przed siebie. Gdy popatrzyłem w tył na Sashe ona zaczeła się śmiać. Popędziłem przed siebie nie zważając na nic. Nagle w kogoś uderzyłem.
- O jeju, przepraszam cie strasznie, nie chciałem, na serio sorki. - I Zobaczyłem że to była Rose. O Jejciu tak wpaść na Alfe? O ooł.. to już chyba po mnie. Przestraszyłem sie co powie Rose. Wstaliśmy z ziemi. Rose popatrzyła na mnie i powiedziała:
(Rose? (; )
Od Sashy - CD historii Psotnika
- Ej., co jest? - spytałam podchodząc od tyłu przyjaciela
- Co? Aaaa to ty... - uśmiechnął się lekko
- Coś się dzieje? - badałam dalej, widząc nieobecny wzrok Psotnika
- Nic, nic - unikał mojego wzroku, jak ognia
Zaniepokoiłam się. Co takiego mogło się stać? Przypatrzyłam się ogierowi. Nie, dzisiaj smutny nie może być! Przecież jest Nowy rok!
- Mi możesz powiedzieć - uśmiechnęłam się - A poza tym, jest Nowy rok! Powinieneś się bawić, a nie siedzieć smutny, z dala od wszystkich
Chwilę milczał, wpatrując się w pustą, ciemną przestrzeń. Ja za to, wzrok skierowałam na niebo. Gwiazdy świeciły dziś wyjątkowo mocno, zresztą jak księżyc
- To jak? Powiesz mi, czy będziesz w sobie to dusił? Osobiście wiem, że zawsze lepiej się wyżalić, niż trzymać to wszystko w sobie, by potem wybuchnąć, aczkolwiek nie nalegam
Psotnik kiwnął pyskiem
- Chodzi o... o... - zaciął się zmieszany
- O? - nalegałam delikatnie
- O Dekadę... - westchnął
Przechyliłam głowę. Klacz?
- No... w pewnym sensie kochaliśmy się, jednak ona... no... ostatnio pokochała innego... - kiedy to mówił, wyraźnie było słyszeć tęsknotę
Przygryzłam wargę.
- Nie znam się bardzo dobrze, jeżeli chodzi o sprawy miłosne..., ale trzeba żyć dalej. Widocznie nie byliście na siebie skazani... no cóż zdarza się... W życiu będzie wiele przeszkód, bólu i smutków, jednak nie można się poddawać. Gdyby nie problemy życie byłoby nudne... Trzeba znaleźć w sobie siłę, by zapomnieć o przeszłości, a patrzeć w przyszłość... - widząc już nieco pewniejszy wyraz twarzy przyjaciela, stwierdziłam że jednak mu trochę pomogłam
- Dzięki... - uśmiechnął się
- Spoko, taka rola przyjaciół, nie? - zaśmiałam się - A teraz chodź sie bawić!
(Psotnik? Gdyby co, to kiedy to pisałam był jeszcze Sylwester, a dokładniej 3:30 XD)
- Co? Aaaa to ty... - uśmiechnął się lekko
- Coś się dzieje? - badałam dalej, widząc nieobecny wzrok Psotnika
- Nic, nic - unikał mojego wzroku, jak ognia
Zaniepokoiłam się. Co takiego mogło się stać? Przypatrzyłam się ogierowi. Nie, dzisiaj smutny nie może być! Przecież jest Nowy rok!
- Mi możesz powiedzieć - uśmiechnęłam się - A poza tym, jest Nowy rok! Powinieneś się bawić, a nie siedzieć smutny, z dala od wszystkich
Chwilę milczał, wpatrując się w pustą, ciemną przestrzeń. Ja za to, wzrok skierowałam na niebo. Gwiazdy świeciły dziś wyjątkowo mocno, zresztą jak księżyc
- To jak? Powiesz mi, czy będziesz w sobie to dusił? Osobiście wiem, że zawsze lepiej się wyżalić, niż trzymać to wszystko w sobie, by potem wybuchnąć, aczkolwiek nie nalegam
Psotnik kiwnął pyskiem
- Chodzi o... o... - zaciął się zmieszany
- O? - nalegałam delikatnie
- O Dekadę... - westchnął
Przechyliłam głowę. Klacz?
- No... w pewnym sensie kochaliśmy się, jednak ona... no... ostatnio pokochała innego... - kiedy to mówił, wyraźnie było słyszeć tęsknotę
Przygryzłam wargę.
- Nie znam się bardzo dobrze, jeżeli chodzi o sprawy miłosne..., ale trzeba żyć dalej. Widocznie nie byliście na siebie skazani... no cóż zdarza się... W życiu będzie wiele przeszkód, bólu i smutków, jednak nie można się poddawać. Gdyby nie problemy życie byłoby nudne... Trzeba znaleźć w sobie siłę, by zapomnieć o przeszłości, a patrzeć w przyszłość... - widząc już nieco pewniejszy wyraz twarzy przyjaciela, stwierdziłam że jednak mu trochę pomogłam
- Dzięki... - uśmiechnął się
- Spoko, taka rola przyjaciół, nie? - zaśmiałam się - A teraz chodź sie bawić!
(Psotnik? Gdyby co, to kiedy to pisałam był jeszcze Sylwester, a dokładniej 3:30 XD)
czwartek, 2 stycznia 2014
Noworoczne postanowienia!
Nazwa misji: "Noworoczne postanowienia"
Opis: Zapewne większość koni ma noworoczne postanowienia, jednak ile osób je wypełnia? Rose, przechadzająca się po Naszej Łące stwierdziła, że mało. Nie mówiła, że to źle ani dobrze. Zwyczajnie dumała, co chwila zatrzymując się na innej myśli. Na dłuższy czas utknęła przy swoim postanowieniu. Już od dawna marzyła, by zaprzyjaźnić się z Illusion. Nigdy nie miała większej okazji poznać ją od każdej strony. Dopiero teraz, kiedy dołączyła do stada, może z nią porozmawiać. To był dobry cel... Nie chciała schudnąć, choć krytycznie patrzyła na swoje cielsko. Myślała raczej o lepszym, małym stadku. Nawet nie zauważyła leżącego na trawie Psotnika. Prawie się o niego potknęła. "Moje konie potrzebują zajęcia, potrzebna im jakaś misja, cel", wpadła na pomysł. Poradziła się kilku osobników, jednak najbardziej spodobał się jej pomysł z rysunkiem. Szybko pobiegła, by ogłosić okazję.
Cel misji: Narysuj na dowolnym programie graficznym noworoczne postanowienie swojego konia. Może być zmyślone i zabawne :)
Kilka zasad:
- nie kopiujemy cudzych prac,
- sami rysujemy swoje dzieło, ale z internetu możemy dodać jedynie niewielkie dodatki
Kilka zasad:
- nie kopiujemy cudzych prac,
- sami rysujemy swoje dzieło, ale z internetu możemy dodać jedynie niewielkie dodatki
Liczba osób, które mogą wziąć udział: 4 (4/4)
Nagrody: za dobrze wykonane zadanie 1x Piwny Blask (do dodania dwóch mocy) dla każdego biorącego udział
Czas trwania: 02.01 - 04.01.2013 r. do godz. 21:40
Do misji można zgłaszać się w komentarzach bądź na PW (KiteKat222). Działamy na zasadzie kto pierwszy, ten lepszy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)